Tak, oto wracam. Będę kontynuować moje opowiadanie. Poprzedni rozdział był do kitu, ale to powinno być lepsze. Mam nadzieję, że akcja nie będzie przyspieszona, gdyż tego właśnie chcę uniknąć. Ale coś musi się dziać :) To jedziemy z tym koksem.
Rozdział 2: Najdziwniejsza pełnia
- Dziś jest pełnia księżyca- szepnęła Cleo, gdy wracaliśmy wszyscy ze szkoły.
- Co jest niezwykłego w pełni księżyca?- spytała nagle Bella, która wzięła się znikąd.
O co chodzi? Jak ona się tu znalazła?
- Nic...- zaczął Zane.
- Wiesz, w pełnię księżyca ponoć grasują szaleńcy- wytłumaczyłam.
- Aha...- rzekła Bella, jakby zawiedziona.
Może ona po prostu potrzebuje przyjaciół.
- Co robicie dziś wieczorem?- zapytała.
Nie wiedziałam co powiedzieć. Jak wyznam, że robimy imprezkę we trzy, też będzie chciała przyjść...
- Nic ciekawego- wykrztusiłam.
- Tu mieszkam- wskazała duży dom z białymi ścianami i czerwonym dachem.- Cześć!
- Cześć!- powiedzieliśmy wszyscy.
Jakaś dziwna ta Bella, ciągle się nas czepia... Chce, byśmy były jej przyjaciółkami, to jest pewne. No, zobaczymy, jak to wyjdzie.
Godzina 19.00, u mnie w domu
Usłyszałam dzwonek do drzwi, więc szybko je otworzyłam.
- Witajcie, wejdźcie- powiedziałam do Emmy i Cleo, które stały u progu.
Rozsiadłyśmy się na kanapie.
- Wszystko uszczelnione, nie martwcie się- rzekłam, biorąc chipsy- częstujcie się.
Włączyłam jakiś głupi film i zaczęłyśmy oglądanie. Skończyła nam się jednak przekąska po około 10 minutach.
- Pójdę na górę, mam tam jeszcze paczkę- powiedziałam idąc po schodach.
Sięgając po chipsy, poczułam się jakoś dziwnie. Spojrzałam na zasłonięte okno. Podeszłam bliżej. Nie wiedziałam dlaczego, ale odsunęłam zasłony. Spojrzałam na NIEGO. Na piękny, srebrny księżyc, na którym widać czarne plamki, czyli kratery. Wpatrywałam się w niego i czułam, że mnie wzywa. Wyskoczyłam przez okno, zeszłam z dachu i poszłam przed siebie.
Tymczasem
- Coś jej długo to zajmuje...- stwierdziła Emma.
- Chodźmy zobaczyć, czy wszystko w porządku- rzekła Cleo.
Obie weszły na górę.
- Wszystko w porzą...- zaczęła Em otwierając drzwi. Zaraz jednak zobaczyły księżyc.
- Nie patrz!- wrzasnęła blondynka, ale było już za późno. Stała zahipnotyzowana. Potem odwróciła się do zdziwionej Cleo i odwróciła ją ku księżycowi. Obydwie zeszły na dół i wyszły.
Dotarłam do pomostu i wskoczyłam do wody. Gdy poczułam swój rybi ogon, popłynęłam na wyspę Mako. Po chwili wypłynęłam w Księżycowym Jeziorku i woda zaczęła dziwnie bulgotać. Przede mną pojawiły się jakieś dziwne obrazy. Zaczęła boleć mnie głowa. Jakiś meteor... księżyc... jeziorko... Moje źrenice się rozszerzyły i nagle ścisnęłam rękę. Z wody wyłonił się kształt... jakby wąż... złapał mnie i rzucił o ścianę, która zaraz zmieniła się w potok, który zaczął wpływać do jeziorka. Kształt zanurzył się w wodzie. Ja zemdlałam...
Całe zdarzenie obserwowała Bella.
- Wiedziałam...- szepnęła do siebie.
Obudziłam się rano we własnym łóżku. Nade mną stały zatroskane Emma i Cleo.
- Co się stało?-wymamrotałam.
- Była pełnia księżyca...- rzekła Emma.- Potem nie wiem, co się stało... Ale pamiętam, że byłyśmy w jeziorku, kiedy ty zemdlałaś. Osuszyłyśmy cię i wróciłyśmy do domu.
- A ty co tam robiłaś?- spytała Cleo.
Chciałam im wszystko powiedzieć, ale zamiast tego z moich ust padły słowa:
- Nie pamiętam.
Powiedziałam to wbrew własnej woli... Przecież wszystko dokładnie widziałam właśnie w swojej wyobraźni... Ale nagle pojawił się przede mną ten kształt i rzekł: nic im nie mów. Potem już znowu widziałam przyjaciółki.
- Na pewno wszystko w porządku?- zapytała Em.
- Tak...- powiedziałam, ale w głębi serca wiedziałam, że jednak nie.
Mermaidka
Nastrój:
tagi: